Pobierz aplikację

apple app store google play store
2026-09-14

Wakacyjne imprezy, seniorska piłka i Budżet Obywatelski

Burmistrz Jerzy Hardie-Douglas gościem Telewizji Zachód.

Rozmowa dotyczyła przede wszystkim wydarzeń kulturalnych i bieżących spraw Szczecinka. Jerzy Hardie-Douglas pozytywnie ocenił Festiwal Światła, jednocześnie wskazując na tegoroczne niedociągnięcia. Zapowiedział kontynuację imprezy w 2027 r., powrót mappingu oraz możliwość rozszerzenia wydarzenia i pozyskania sponsora strategicznego.Dużo miejsca poświęcono Gry w Jazz Festival. Burmistrz podkreślił wysoki poziom artystyczny wydarzenia, zachęcał mieszkańców do udziału i zwracał uwagę na potrzebę różnorodnej oferty kulturalnej miasta. W części sportowej JHD bardzo wysoko ocenił poziom szczecineckich drużyn Wielim i Akademia Piłkarska. Jego zdaniem obydwa zespoły mają potencjał, aby w kolejnych latach awansować do znacznie wyższych klas rozgrywkowych. Krytycznie odniósł się również do – jego zdaniem – politycznych uwarunkowań podziału środków dla samorządów. Przy okazji budżetu obywatelskiego burmistrz poinformował, że już oddał głos. Na zakończenie omówiono modernizację placów zabaw, finansowaną dzięki środkom przekazanym SAPIK-owi przez Fundację Kronospan. JHD podkreślił, że w kilku miejscach powstały nowe place lub znacząco doposażono istniejące, a opóźnienia wynikały m.in. z problemów transportowych w Hamburgu. Burmistrz potwierdził również, że 19 września rozpoczyna urlop, a podczas jego nieobecności odbędzie się sesja Rady Miasta.

Poniżej zapis wideo oraz transkrypcja audycji "Kilka pytań do..." w Telewizji Zachód.

 


 

FESTIWAL ŚWIATŁA
RB: Panie burmistrzu, za nami jedna z największych imprez w Szczecinku tego lata, mianowicie Festiwal Światła. Obserwowałem go w sobotę i muszę powiedzieć, że pewne rzeczy zrobiły na mnie ogromne wrażenie – podświetlane drzewa, sztuczne iluminacje, podświetlenie mostków, żywe róże w parku. Natomiast nie podobały mi się girlandy, bo miały trochę bożonarodzeniowy charakter. Jeśli chodzi o koncert – pierwsza część była znakomita.

JHD: Mam bardzo podobne do pana odczucia. Może dlatego, że jesteśmy w podobnym wieku. Ten program był zdywersyfikowany, adresowany do różnych pokoleń i bardzo dobrze. Była duża część przygotowana dla dzieci, bliżej muszli koncertowej. Świetnie wyglądało podświetlenie drzew i krzewów, szczególnie w części między ulicą Ordona a zamkiem. To wyglądało bajecznie. Sporo animacji odbywało się na dziedzińcu zamkowym, ale wiele osób w ogóle o tym nie wiedziało. Naturalny kierunek przemieszczania się ludzi prowadził mniej więcej od liceum w stronę ulicy Mickiewicza, a następnie pod zamek, gdzie czekano na główne wydarzenie. Część osób szła dalej ulicą Mickiewicza, w stronę plaży, i tam atrakcje się urywały. Wcześniej, niż zakładaliśmy. Myśmy to wszystko już przeanalizowali z organizatorami i realizatorem, panem Krukiem. Spotkaliśmy się wczoraj i również przekazałem swoje uwagi. Generalnie byłoby niesamowitym malkontenctwem, gdybym powiedział, że to nie było fajne, bo było. Ale czegoś mi zabrakło. Rok wcześniej było w tym więcej magii, a tutaj tej magii aż tak nie dostrzegałem. Było bardzo przyzwoicie zrobione, miało prawo się podobać i było adresowane do różnych grup wiekowych. Głównym akcentem był koncert o godz. 21.30 na scenie przy jeziorze Trzesiecko. Oglądało go sporo ludzi, choć trochę mniej niż rok temu. Jest to jednak absolutnie zrozumiałe, bo przez cały dzień pogoda w regionie była fatalna. Miałem sygnały od osób, które zamierzały przyjechać, ale zrezygnowały, widząc prognozy. Na szczęście prognozy na wieczór się nie sprawdziły, choć podczas koncertu również padało. To było bardzo fajne wydarzenie, które już staje się wydarzeniem cyklicznym. Na pewno odbędzie się również w przyszłym roku. Omówiliśmy już, jak powinno ono wyglądać. Uważam, że nie powinien być tylko jeden finał – wydarzenia powinny być rozłożone w czasie i w kilku miejscach. Prawdopodobnie właśnie tak będzie. Ponownie wykorzystamy szkołę muzyczną i zostanie przygotowany mapping – czyli opowiedziana za pomocą obrazu, światła i muzyki historia. Może się on odbyć na budynku szkoły albo na dziedzińcu zamkowym. Postaramy się poprawić wszystkie niedoróbki, które było widać w tym roku. Mam nadzieję, że w przyszłym roku zostaną one wyeliminowane. Ostateczny efekt zawsze zależy oczywiście od ilości pieniędzy, które się w wydarzenie włoży. Mam nadzieję, że w przyszłym roku znajdziemy strategicznego sponsora. Miasto przeznaczy mniej więcej tyle samo pieniędzy co w tym roku, a jeżeli dołożymy środki sponsorskie, powinno być to wyraźnie widoczne w skali wydarzenia. To jest bardzo fajna impreza. Naprawdę na Pomorzu trudno znaleźć wydarzenie, które mogłoby z nami pod tym względem konkurować. Coś próbuje robić Kołobrzeg, coś dzieje się w okolicach Szczecina, ale tutaj mamy się czym pochwalić. W mediach społecznościowych pojawiają się komentarze osób z Koszalina czy Piły, że w Szczecinku można zrobić takie wydarzenie. To jest nasza flagowa impreza, ciesząca się bardzo dużym uznaniem mieszkańców. Nie ma żadnego powodu, żebyśmy jej nie kontynuowali. Oczywiście trzeba ją ulepszać i wprowadzać nowe elementy, żeby nie była co roku kalką tych samych pomysłów.

RB: Mapping na zamku chyba się nie sprawdził? Mam na myśli to logo Szczecinka.

JHD: Nie, właśnie tego mappingu w tym roku nie było. Mapping mieliśmy na przykład podczas otwarcia zamku. Polega on na dokładnym odwzorowaniu okien i detali architektonicznych budynku, a następnie wpisaniu w nie przygotowanych przez animatorów obrazów. Jest muzyka, obraz i jakaś historia. Tak właśnie chcemy zrobić w przyszłym roku. Sięgniemy ponownie do historii Szczecinka i spróbujemy ją w ten sposób pokazać. Taki pokaz trwa około dziesięciu minut, ale jest niezwykle widowiskowy. Oczywiście będą też różnego rodzaju inne pokazy – światło, dźwięk, przede wszystkim światło, bo to w końcu Festiwal Światła.

RB: No i pirotechnika.

JHD: Tak. Zobaczymy, jakimi środkami będziemy dysponować i czy uda się również rozszerzyć obszar, na którym festiwal będzie się odbywał.

RB: No i oby pogoda była lepsza.

JHD: To jest naprawdę jakieś fatum. Dzień wcześniej było dobrze, dzień później ponad dwadzieścia stopni i żadnego deszczu, a akurat w dniu wydarzenia pogoda jest taka, jakiej byśmy sobie nie życzyli. Tego się nie da przewidzieć. Możemy sobie tylko posiedzieć i ponarzekać jak dwóch starszych panów, ale nie mamy na to wpływu. Musimy brać takie ryzyko pod uwagę. Dla burmistrza jest to oczywiście denerwujące, bo wiem, że później wszystkie krytyczne uwagi spadają na mnie. Staram się, ale pewnych rzeczy nie jestem w stanie przeskoczyć.

 
GRY W JAZZ FESTIVAL
RB: Tak, pogody nie da się przeskoczyć. Panie burmistrzu, po Festiwalu Światła trzeba też powiedzieć o Gry w Jazz Festival. W środę gościł w tym studiu Gwidon Lewandowski.

JHD: Gwidon Lewandowski to taki spiritus movens całego wydarzenia. Jest pasjonatem. Muszę powiedzieć, że bardzo lubię jazz. Nie przedstawiałbym się może jako jakiś wyjątkowy koneser, ale po prostu lubię tę muzykę. Lubię wokalistki jazzowe, jedne instrumenty bardziej, drugie mniej. Uwielbiam saksofon i jazz grany na skrzypcach. Krótko mówiąc – jest to muzyka, której słucham. Gry w Jazz Festival w Szczecinku po raz kolejny zapowiada się imponująco. Mam jedynie wrażenie, że cały czas nie jest jeszcze odpowiednio rozreklamowany. Sam dopiero z plakatów dowiedziałem się, że przez cały tydzień odbywają się zajęcia ze studentami. Przyjechali między innymi studenci z Niemiec, dzięki czemu wydarzenie uzyskało dofinansowanie z fundacji polsko-niemieckiej. Są tutaj nauczyciele muzyki i profesorowie zajmujący się jazzem. We wtorek, środę i czwartek o godz. 20 można bezpłatnie wejść do Piano Baru na jam session. Dla ludzi lubiących jazz jam session jest jego kwintesencją. Muzycy spotykają się, zmieniają składy, czasem grają ze sobą pierwszy raz i improwizują. Wchodzę tam i widzę Karin Edwards, którą byłem oczarowany. Byłem przekonany, że może już drugi raz nie będę miał okazji usłyszeć jej w Szczecinku. To amerykańska artystka jazzowa, która od pewnego czasu jest w Europie i wykłada jazz w konserwatorium w Monachium. Przyjechała do Szczecinka, prowadziła zajęcia ze studentami, grała też na pianinie w kwartecie. W niedzielę o godz. 12 ma mieć koncert.

RB: To ma być przed zamkiem.

JHD: Według mojej wiedzy miał się odbyć w Piano Barze, ale to jest kwestia organizacji i nagłośnienia innych imprez odbywających się równolegle. To dość niespodziewany występ. W każdym razie osoby, które będą chciały jej posłuchać, na pewno znajdą informację, czy będzie to Piano Bar, czy przestrzeń przed zamkiem.

RB: Oby było miejsce dla wszystkich.

JHD: Przed zamkiem będzie też Festiwal Smaków, więc trudno byłoby wszystko poprzesuwać. Nie bardzo też wyobrażam sobie, żeby śpiewała pomiędzy stoiskami Festiwalu Smaków.

RB: Byłby to jednak pewien dysonans.

JHD: W każdym razie Karin Edwards wystąpi również ze studentami pierwszego dnia festiwalu.

RB: Nagrywamy tę rozmowę w czwartek, więc mam nadzieję, że mieszkańcy zobaczą nas jeszcze przed festiwalem i zdążą kupić bilety. Festiwal odbywa się w piątek i sobotę. W każdym z tych dni jest jakaś gwiazda.

JHD: Od początku do końca występują znakomici muzycy jazzowi, ale ja szczególnie ostrzę sobie zęby na kilka nazwisk. Pierwszego dnia zagra Henryk Miśkiewicz z programem „Full Drive”. Później ze studentami wystąpi Karin Edwards – być może również zaśpiewa. Dla mnie to po prostu miód na serce. Drugiego dnia, w sobotę, jedną z największych gwiazd będzie Aga Zaryan – jedna z najbardziej znanych polskich wokalistek jazzowych, bardzo utytułowana i śpiewająca znakomity jazz. Nie jest to trudna muzyka. Jest dużo standardów jazzowych, które kiedyś wykonywały takie artystki jak Ella Fitzgerald i inne jazzowe diwy. Wszystkich mogę tylko zachęcić, żeby przyszli. Bilety jeszcze są. Szczegóły można znaleźć na stronie SAPIK-u albo Gry w Jazz Festival. Bilet dwudniowy kosztuje około 100 zł, jednodniowy około 60 zł. Dla posiadaczy Szczecineckiej Karty Mieszkańca są zniżki – dwudniowy karnet kosztuje 80 zł, a jednodniowy, z tego co pamiętam, 40 zł. Ceny są przystępne i naprawdę będzie to uczta dla osób, które lubią dobrą muzykę. Wszystko będzie się odbywało w Krono Design Center. Bardzo dziękuję Kronospanowi po raz kolejny za udostępnienie sali. Przez kilka dni Szczecinek staje się właściwie jazzową stolicą Polski. Mamy znakomite zespoły. To również pokazuje, że są tutaj osoby, które mają kontakty i potrafią ściągnąć do stosunkowo małego miasta najlepsze polskie nazwiska – i nie tylko polskie. Zresztą stwierdzenie, że Szczecinek nie ma tradycji jazzowych, nie byłoby do końca prawdziwe. Byli tu przecież między innymi Urbaniak, Stańko i wielu najlepszych jazzmanów, także światowej klasy. Odbywało się to w ramach Art Pikniku, gdzie jeden z dni poświęcano właśnie gwiazdom jazzu. Mam nadzieję, że kiedyś do tego wrócimy, chociaż teraz mamy już imprezę typowo jazzową. Kultura i propozycje kulturalne muszą być zdywersyfikowane – przygotowywane dla różnych ludzi, w różnym wieku, o różnych upodobaniach. I właśnie takie propozycje mieszkańcom dajemy. Dla tych, którzy lubią jazz, jest Gry w Jazz Festival. Gwidon Lewandowski i osoby z nim współpracujące, dzięki ogromnym kontaktom w świecie jazzu, potrafili sprowadzić do Szczecinka najlepszych. Karin Edwards była dla mnie szczególną niespodzianką. Nikt mi wcześniej nie powiedział, że będzie. Tymczasem jest tutaj właściwie non-profit – poza zapewnieniem hotelu – i przez kilka dni pracuje ze studentami. To naprawdę zasługuje na duże uznanie i pochwałę. 

RB: Czyli świadczy to też o tym, że mieszkańcy Szczecinka lubią ten rodzaj muzyki.

JHD: Na pewno są tacy. Są osoby, które lubią disco polo, są takie, które lubią jazz, i są takie, które chodzą na transmisje z Metropolitan Opera. Nikogo nie chcę wyróżniać. Dobrze, że ludzie w ogóle słuchają muzyki. Muzyka łagodzi obyczaje i dobrze, że słuchamy jej na co dzień, szczególnie w trudnych czasach. 

RB: Panie burmistrzu, zakończmy temat Gry w Jazz Festival. W każdym razie wydarzenie trwa i warto się nim zainteresować. Bilety są jeszcze dostępne.

JHD: Można je kupić przez internet, choć sam dzisiaj próbowałem i dałem sobie spokój. Poszedłem do CIT-u i w ciągu trzydziestu sekund kupiłem bilet na piątek i sobotę. Czyli bilety można bez problemu nabyć. Koncerty w piątek i sobotę odbywają się w Krono Design, a niedzielny koncert – w zamku albo w jego bezpośrednim sąsiedztwie.

 
PIŁKA NOŻNA – WIELIM I AKADEMIA PIŁKARSKA
RB: Panie burmistrzu, zmieniamy temat. Po wielu latach mamy w Szczecinku dwie drużyny seniorskie grające w tej samej klasie.

JHD: Tak, to jest coś niesamowitego. Z jednej strony smutne jest to, że miasto, które kocha piłkę, w którym działają dwie szkółki piłkarskie mające po kilkuset adeptów, nie ma drużyny grającej na wyższym poziomie. Drużyny są, tylko że obecnie grają w B klasie. 

RB: Czyli w najniższej klasie rozgrywkowej.

JHD: W najniższej możliwej klasie. Ale okazuje się, że nie przeszkadza to kibicom. Ostatnio odbyły się derby Szczecinka i cały stadion był pełny. Nie pamiętam takiej frekwencji na meczu piłkarskim odkąd mieszkam w Szczecinku. Wielim zagrał z Akademią Piłkarską. Byłem na tym meczu, choć rzadko chodzę na mecze. Zagrały dwie szczecineckie drużyny po raz pierwszy od dłuższego czasu. Kiedyś mieliśmy derby Darzbór–Wielim. Darzboru już nie ma, natomiast Wielim się odrodził razem ze swoimi kibicami. Wcześniej kibice chodzili również na futsal. Jestem bardzo zadowolony, że mamy dwie drużyny i że one ze sobą rywalizują. Nie mam absolutnie nic przeciwko temu. Jestem w komfortowej sytuacji – niezależnie od wyniku wygrywa Szczecinek. W derby wygrał Wielim 2:1. Gorzej, kiedy Wielim przegrywa z drużyną z innego miasta, bo wtedy już się smucę. Ale dobrze, że stadion znowu się zapełnia i mieszkańcy mogą oglądać piłkę nożną na bardzo przyzwoitym poziomie. Mecz Wielim–Akademia stał, moim zdaniem, na bardzo wysokim poziomie. Szczególnie Akademia ma bardzo młodych zawodników – 16-, 17-, 18-letnich – którzy pokazali, że za chwilę może z nich być naprawdę znakomita drużyna. Mają bardzo duży potencjał. Są zgrani, szybcy, młodzi, ambitni i po prostu chcą grać. To jest bardzo budujące. Byłem zadziwiony poziomem tego meczu. To nie wyglądało jak poziom B klasy. Moim zdaniem przypominało poziom czwartej ligi, a może nawet wyższy. Być może obie drużyny w końcu zagrają w czwartej lidze. Patrząc na dotychczasowe wyniki, wyraźnie widać różnicę poziomu pomiędzy tymi dwoma zespołami a częścią pozostałych drużyn. Padają wyniki po 10:0 czy 6:0. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, za rok powinny znaleźć się w klasie A. Moim zdaniem są to zawodnicy, którzy już dziś mogliby grać znacznie wyżej. Problem polega na systemie rozgrywek: trzeba przejść kolejno B klasę, A klasę i klasę okręgową. Dopiero później pojawia się możliwość awansu do IV ligi. 

Jeśli za kilka lat znajdą się w IV lidze, wróci temat finansowania i sponsorowania drużyn przez miasto. Dzisiaj sytuacja jest klarowna. Obie drużyny są utrzymywane głównie dzięki sponsorom – firmom wspierającym Wielim i Akademię Piłkarską. Na poziomie B klasy taki budżet jest oczywiście dużo niższy niż w IV lidze. Jak wejdą za cztery lata do IV ligi, wtedy będziemy się martwić. To już prawdopodobnie nie będzie moje zmartwienie. Mam jednak nadzieję, że obie drużyny będą awansowały, bo Szczecinek na to zasługuje. Mamy bardzo dobrą infrastrukturę. Miasto wybudowało wiele obiektów sportowych, później dołączył do tego powiat, który w ostatnich latach bardzo dużo zrobił dla rozwoju bazy sportowej – więcej niż miasto, które w tej chwili się zatrzymało. Ale to nie jest kwestia niechciejstwa, tylko pieniędzy. Uważam, że środki są niestety częściowo przydzielane również z powodów politycznych i my dzisiaj tych pieniędzy nie otrzymujemy. Starosta potrafił zdobywać środki zarówno przy poprzedniej konfiguracji politycznej, jak i przy obecnej. Szacun, że potrafi. Ja mam bardziej sztywny kręgosłup i nie potrafię tak łatwo się przystosowywać. W ogóle nie powinniśmy rozmawiać o sytuacji, w której preferencje polityczne powodują, że do jednego samorządu trafia więcej pieniędzy, a do drugiego mniej. Tak nie powinno być. Ale nie jestem naiwny – mogę mówić, jak powinno być, natomiast rzeczywistość jest taka, jaka jest.

 
BUDŻET OBYWATELSKI
RB: Rozpoczęło się głosowanie w budżecie obywatelskim na przyszły rok. Projektów jest sporo. Możemy głosować na trzy duże i dwa małe.

JHD: Tak. Mogę powiedzieć, że już zagłosowałem. Najprostsze jest głosowanie przez Szczecinecką Kartę Mieszkańca, ponieważ głosować mogą mieszkańcy Szczecinka. Wydano już prawie 20 tysięcy kart, więc duża część mieszkańców ją posiada. Głosowanie jest naprawdę intuicyjne. Jest zakładka „Budżet Obywatelski”, która prowadzi użytkownika krok po kroku. Można wybrać trzy projekty duże i dwa małe. Duży projekt musi mieścić się w limicie 250 tys. zł, a mały – 50 tys. zł. W tym roku jest zaskakująco dużo dużych projektów, a stosunkowo mało małych. Ja już zagłosowałem na trzy duże projekty i jeden mały. Teraz będę trzymał kciuki, żeby propozycje, które wybrałem, zostały poparte przez mieszkańców.

RB: Pan trochę wyprzedził budżet obywatelski, stawiając na placu zabaw ławkę przeznaczoną między innymi dla matek karmiących.

JHD: To trudny temat. Było takie oczekiwanie i jedna ławka została wykonana. Natomiast w budżecie obywatelskim pojawił się pomysł, aby za prawie ćwierć miliona złotych postawić takie ławki w różnych częściach Szczecinka. Proszę mi wybaczyć, ale moim zdaniem taki wydatek jest nieuzasadniony. Uważam, że przeznaczanie na ten cel prawie ćwierć miliona złotych byłoby marnotrawstwem pieniędzy. Najgorsze jest to, że jeżeli projekt zostanie wybrany przez mieszkańców, miasto będzie zobowiązane go zrealizować. Trzeba patrzeć na skalę potrzeb. Ilu rodziców realnie będzie korzystało z takich obiektów podczas spaceru? Moim zdaniem byłaby to bardzo niewielka liczba osób, a mówimy o wydaniu około ćwierć miliona złotych na elementy małej architektury, których estetyka również może być dyskusyjna. Ja osobiście bym na ten projekt nie zagłosował. Nie chcę, żeby zabrzmiało to tak, jakbym nie miał empatii wobec matek karmiących. Chodzi wyłącznie o proporcje pomiędzy potrzebą a skalą wydatku. Jedna taka ławka na placu zabaw może mieć uzasadnienie, ponieważ przychodzą tam rodzice z młodszymi i starszymi dziećmi. Wtedy można zająć się młodszym dzieckiem bez przerywania zabawy starszemu. Podobne wątpliwości mam wobec projektu dotyczącego kolejnych defibrylatorów w przestrzeni publicznej. Nie widzę uzasadnienia, aby wydawać duże pieniądze na rozmieszczanie defibrylatorów praktycznie co kilkadziesiąt metrów. Wszystko musi mieć zachowane odpowiednie proporcje. Nie oznacza to, że jestem przeciwnikiem defibrylatorów. One mogą uratować życie. Uważam jednak, że bardzo ważne jest również przeznaczanie środków na szkolenia mieszkańców z resuscytacji, żeby osoba będąca świadkiem nagłego zatrzymania krążenia umiała natychmiast podjąć właściwe działania. Defibrylatory są potrzebne, ale trzeba zachować racjonalne proporcje.

 
PLACE ZABAW
JHD: Nie poruszyliśmy jeszcze jednego tematu. Chciałem zaproponować, żebyście przeszli się po placach zabaw i zobaczyli, jak teraz wyglądają dzięki wsparciu Fundacji Kronospan.

RB: Już chodziliśmy.

JHD: SAPIK otrzymał pieniądze na realizację placów zabaw. Trwało to długo, ponieważ postanowiliśmy sprowadzić urządzenia z Chin. Były przetargi, transport i inne procedury. Całość trwała około półtora roku. Urządzenia są już montowane i wyglądają bardzo dobrze. Myślę, że można powiedzieć, że potencjał części zabawowej dla dzieci w Szczecinku praktycznie się podwoi. Będzie dużo nowych urządzeń – dla dzieci młodszych i starszych, urządzenia zręcznościowe i quasi-sportowe. W kilku miejscach – chyba pięciu – place zabaw zostały doposażone albo powstały zupełnie nowe.

RB: Część została doposażona, a część to zupełnie nowe place. Byliśmy już na dwóch, które zostały udostępnione dzieciom. Wygląda to bardzo dobrze, chociaż pojawiały się pytania, dlaczego inwestycje zakończono dopiero w sierpniu.

JHD: Cieszę się, że wreszcie zostało to zrealizowane. Chciałem, żeby wszystko było gotowe przed wakacjami, ale urządzenia płynęły z Chin przez Hamburg. W Hamburgu odbywał się strajk pracowników obsługujących port i urządzenia przez długi czas nie mogły zostać odebrane. To trwało około dwóch miesięcy. Trudno mieć o to pretensje do realizatora czy wykonawcy, bo były to okoliczności od nich niezależne. Najważniejsze jest to, że w przyszłym roku, przez całe lato, dzieci będą już mogły w pełni korzystać z nowych i doposażonych placów zabaw.

 
URLOP BURMISTRZA I SESJA RADY MIASTA
RB: Panie burmistrzu, wyjeżdża pan 19 września?

JHD: 19 września.

RB: Czyli zobaczymy się dopiero po urlopie. Zasłużonym urlopie.

JHD: Tak. W tym czasie odbędzie się sesja Rady Miasta, już beze mnie. Podejrzewam, że opozycja będzie próbowała to wykorzystać, ale mam dwóch zastępców i dadzą sobie radę. Nie widzę obecnie jakichś szczególnie kontrowersyjnych tematów, choć różnie z tym bywa. Czasami rzeczy, które wydają mi się całkowicie oczywiste do uchwalenia, znajdują swoich oponentów. Życie samorządowe w ostatnim czasie bardzo się zaostrzyło. Nie sprawia mi to przyjemności, ale muszę z tym żyć.

RB: To chyba dzieje się obecnie w wielu samorządach. Władza zawsze znajduje się pod ostrzałem krytyki.