Styczniowa sesja, schrony i samochód dla Urzędu Miasta
Burmistrz Jerzy Hardie-Douglas odpowiada na pytania Ryszarda Bańki (TV Zachód).
Poniżej zapis rozmowy.
RB: „Kilka pytań do…”. Ryszard Bańka, dzień dobry! Dziś w studiu Telewizji Zachód gościmy pana burmistrza Jerzego Hardie-Douglasa. Dzień dobry, panie burmistrzu.
JHD: Dzień dobry, witam państwa.
RB: Świeżo po sesji — takiej dość przedłużającej się. Mimo że punkty nie wymagały wielkiej dyskusji, to jednak ona była.
JHD: Mnie też się tak wydawało. Jak pan wie, umówiliśmy się na spotkanie po sesji, a ja byłem przekonany, że skończy się około godziny 11. Skończyła się dużo później, w związku z tym ten program też nagrywamy później.
RB: Sesja — a właściwie dyskusja nad jednym punktem — wydawała mi się, sądząc po przebiegu dyskusji na Komisji Rozwoju, gdzie to było omawiane, że nie będzie tu żadnego problemu.
JHD: Chodziło o uchwałę o różnego rodzaju ulgach przy wprowadzeniu częściowej odpłatności za bilety. Jakiś zarys tego był przy pierwszej uchwale, a teraz zrobiliśmy cały katalog ulg wynikających z ustaw, czyli ulg obligatoryjnych — i my, jako Rada Miasta, nie mamy tutaj nic do powiedzenia. Radni muszą przyjąć do wiadomości, że z takiej czy innej ustawy wynika, że ktoś jeździ za darmo, na przykład poseł albo senator, inwalidzi pierwszej grupy i tak dalej.
RB: Nie, już inwalidzi nie.
JHD: Właśnie — kiedyś było, a potem przeniesiono to do tak zwanych zwolnień fakultatywnych, czyli takich, o których decydują organizatorzy, krótko mówiąc: miasto. Są jakby dwie szkoły: jedni prawnicy uważają, że te ulgi mogą być wprowadzone zarządzeniem burmistrza, inni — że to powinno przejść przez Radę. Ja nie chcę żadnych zarządzeń burmistrza, bo zaraz będzie na ten temat dyskusja. Przepuśćmy to przez Radę — tam jest pełno różnych zwolnień, to powinno przejść bezproblemowo. Niech radni się wypowiedzą. No i nie przypuszczałem — może mała moja wyobraźnia — że zostanie to wykorzystane. Koalicja Obywatelska, ta większość, która głosowała przeciwko w ogóle wprowadzeniu odpłatnej komunikacji miejskiej, mimo że ja bardzo cierpliwie tłumaczyłem, że to nie jest moja zachcianka. Ja też nad tym ubolewam. To był pewien eksperyment, który skończył się zapaścią komunikacji miejskiej jako spółki i nie możemy go dalej przedłużać, bo będziemy musieli dokładać z roku na rok coraz więcej. A to są wydatki bieżące i my już nie możemy ich dalej zwiększać, bo stracimy płynność finansową w przyszłym roku. Nie będziemy mieć zdolności kredytowej, będziemy musieli zawiesić inwestycje itd.
Większość radnych na szczęście to zrozumiała i głosowała za wprowadzeniem odpłatności, mimo że mają świadomość, iż jest to w mieście źle odbierane. Ale ja cały czas tłumaczę: radni nie są od tego, żeby podejmować wyłącznie decyzje, które się wszystkim podobają, ale również trudne decyzje, co do których są przekonani, że muszą być podjęte.
Tu grupka radnych — wcześniej głosujących przeciwko — pan Marek Ogrodziński, pan Brynkiewicz, pani Kaszewska itd. Ci ludzie z powrotem, że tak powiem… przynajmniej ta pierwsza dwójka, bo panią Kaszewską może pochopnie wymieniłem — dziś się nie odzywała.
Ale gdy przyszło do tego punktu, okazało się, że jest próba zdemolowania poprzedniej uchwały: wprowadźmy tyle ulg, że tak naprawdę wszyscy dalej będą jeździć za darmo — tylko inną drogą do tego dojdziemy. Pan radny Brynkiewicz zaproponował, żeby wszyscy uczniowie byli zwolnieni, niezależnie od tego, czy są ze Szczecinka czy nie, czy to szkoła podstawowa czy ponadpodstawowa — wszyscy mają jeździć za darmo. Oczywiście narracja była taka, że wszystko dla dobra dzieci i rodzin, bo bilety kosztują, a jak ma się kilkoro dzieci, to duży wydatek itd.
Przypominam też, że padły słowa, iż przez bilety po dwa złote na ucznia ludzie zaczną dowozić dzieci samochodami, co jest nieekologiczne. Wie pan, to jest gwałt na inteligencji słuchających: kto weźmie samochód i odwiezie dziecko po to, żeby zaoszczędzić dwa złote? To absurd, bo taka podróż kosztuje więcej niż dwa złote. Nieważne — chodziło o to, żeby to zdemolować.
Potem była długa dyskusja. Radny Ogrodziński z kolei mówił, że skoro ludzie po 65. roku życia jeżdżą za darmo z kartą mieszkańca, to niech wszyscy jeżdżą, bo mają 65 lat — i co z tego, że przyjeżdżają skądinąd. Że karygodne jest to różnicowanie i „zmuszanie” do karty mieszkańca. My nikogo do niczego nie zmuszamy: karta mieszkańca to niewielki wysiłek — idzie się do ratusza, bierze kartę i ma się ulgę, a po 65. roku życia jeździ się za darmo. I tak to się plotło, a dyskusja trwała ze dwie godziny.
W końcu radna Pawłowicz zaproponowała, żeby zdjąć punkt z porządku obrad. Radni przegłosowali, zdjęli i będzie trzeba do tego wrócić. Jest czas, bo płatna komunikacja nie pojawi się jutro — tylko powiedzmy od 1 lipca. Zaproponowałem kompromis.
Jeżeli chcecie zwolnić dużą grupę ludzi — pan radny Brynkiewicz nie potrafił powiedzieć, jakie będą konsekwencje finansowe, ile komunikacja straci na dochodach, które są jej potrzebne, bo jej kondycja jest fatalna — mówię: policzmy to wszystko. Ale w międzyczasie wprowadźmy strefę płatnego parkowania w centrum miasta i tam, gdzie jest niezbędna. Na przykład przy dworcu: za chwilę trzeba będzie dowozić dzieci do SAPIK-u, pracownicy SAPIK-u gdzieś muszą stanąć, a tam w ogóle nie ma miejsca, bo wszystko jest zajęte — tam powinna być strefa płatnego parkowania.
W centrum miasta, gdzie są galerie handlowe, też powinna być strefa płatnego parkowania. Jeżeli policzymy, że z tej strefy zarobimy wystarczająco, przekierujmy te pieniądze na komunikację miejską i wtedy zwolnijmy uczniów z opłat. Możemy ich zwolnić, ale musimy zastąpić te dochody innym źródłem.
No i taka była dyskusja. Nie chcę tego streszczać — każdy może posłuchać. Moim zdaniem, po raz kolejny niestety w wykonaniu pana radnego Ogrodzińskiego, była żenująca. Słucham go z zażenowaniem, ale nic na to nie poradzę. Nie wiem, co on chce uzyskać — potem zaczął opowiadać dowcipy z okresu Gomułki. Tak sobie pomyślałem, że nawet mu to wychodzi, bo ma podobny sposób rozumowania.
RB: Panie burmistrzu, skoro jesteśmy przy komunikacji i poruszaniu się: porozmawiajmy o samochodzie dla Urzędu Miasta. Pojawiły się takie głosy, że będzie to super wypasione Audi — a mnie szkoda, że nie będzie. Jak to będzie? Że tu chcą komunikację dla zwykłych ludzi, a urzędasy kupują wypasiony samochód premium, z wodotryskami, i będą sobie tym wozić cztery litery.
JHD: To jest nic bardziej błędnego. Wyleasingowaliśmy samochód na cztery lata. Poprzednio, gdy zostałem burmistrzem, okazało się, że jest wynajęty samochód na dwa lata.Zaraz do tego wrócę. Porównam ten wynajem na dwa lata i leasing na cztery lata. Natomiast chcę powiedzieć jedno: instytucja taka jak Urząd Miasta zatrudnia prawie stu pracowników, a wielu urzędników musi wyjeżdżać nawet na co dzień, załatwiając sprawy służbowe w mieście. Muszą mieć jakieś samochody do dyspozycji. Jest samochód elektryczny, do którego uprawnienia ma prawie każdy urzędnik. Na co dzień właściwie go nie ma, bo zawsze ktoś nim jedzie załatwiać sprawy. Jest też stary samochód służbowy, kupiony chyba w drugim roku mojej pierwszej kadencji, czyli około 2007 — stara Toyota Avensis. Jeździmy nią, jeśli nie jest w naprawie. No i musi być samochód, którym można jechać dalej — do Warszawy, Szczecina — wtedy używam samochodu służbowego. Tak samo wiceburmistrzowie, skarbnik miasta, sekretarz, obsługa prawna. Jest około dziesięciu osób wpisanych jako uprawnionych do używania tego auta.
Poprzedni samochód, wynajęty decyzją burmistrza Raka, był wynajęty na dwa lata i przez te dwa lata miasto zapłaciło około 160 tys. zł. Po dwóch latach była możliwość wykupu za cenę rynkową w dniu wykupu. Czyli: 160 tys. za dwa lata używania, a potem — jeśli chcesz kupić — kolejne około 150 tys. zł. Jeśli nie, oddajesz samochód. My go oczywiście nie wykupiliśmy, tylko oddaliśmy. Samochód był skonfigurowany w momencie wynajmu jako najdroższa wersja Skody Superb — dosłownie wszystko: „wodotryski”, miejsce na narty, kamera 360 stopni, wersja Laurin & Klement, najdroższa. Nie mieli problemu z wydawaniem publicznych pieniędzy.
Ale najlepsze jest to, proszę pana, że były burmistrz doskonale wiedział, iż gdy opinia publiczna się dowie, jak skonfigurowano samochód i za ile, to może to mieć wpływ na wybory. W związku z tym, mimo że wynajem został dokonany w grudniu 2023 roku, do maja samochód nie był odbierany z Poznania. Miasto płaciło miesięcznie około 5 tys. zł, a samochód stał w Poznaniu, żeby nie drażnił mieszkańców.
RB: Ciekawe spojrzenie… Więc tutaj robienie jakichś zarzutów…
JHD: Nie, proszę pana. My mamy samochód, który łącznie przez cztery lata będzie nas kosztował około 205–208 tys. zł, łącznie z kosztami leasingu, a wykup po czterech latach wynosi 1800 zł. Czyli tak naprawdę kupujemy samochód na raty przez cztery lata. Nie mamy w budżecie pieniędzy na jednorazowy zakup — choć być może lepiej byłoby wydać np. 160 tys. na Skodę Octavię i ją kupić.
RB: Czyli to nie będzie Audi, nie będzie Mercedes?
JHD: Nie, proszę pana — Skoda Octavia. Gdy pracownik przygotowywał konfigurację do przetargu, powiedziałem, że potrzebuję tylko dwóch rzeczy: automatycznej skrzyni biegów, bo od lat nie jeżdżę innymi samochodami i nie chcę w moim wieku eksperymentować, oraz napędu na cztery koła — co zimą, tak jak teraz, widać, że jest rozsądnym wyborem. Reszta mnie nie obchodzi. Samochód kosztuje na wolnym rynku około 160 tys. zł. To nie jest tak, jak piszą internauci, że kupujemy prawie Bentleya. To normalny samochód — tyle że z napędem 4x4 i automatem. I za cztery lata możemy go wykupić za 1800 zł. Nie ma tu żadnej rozrzutności — wręcz przeciwnie. Rozrzutność była wtedy, gdy skonfigurowano bezwstydnie samochód w absolutnie luksusowej wersji i jeszcze świadomie nie odbierano go przez wiele miesięcy, żeby nie drażnić ludzi, a płacono za wynajem. Stał w Poznaniu w ciepłym garażu, a pieniądze płynęły.
RB: Może te opinie o Audi czy Mercedesie — albo „Bentleyu” — brały się stąd, że wprowadzana jest częściowo płatna komunikacja, a urzędnicy będą sobie jeździć.
JHD: To jest populizm internetowy. Zawsze jest „urzędnicy”: urzędnicy z naszych podatków fundują sobie luksusowe samochody, a nam każą płacić za bilety. Bilety wprowadzamy, bo eksperyment pod tytułem bezpłatna komunikacja skończył się katastrofą. Komunikacja miejska musi ograniczać liczbę przejazdów, nie może rozszerzać tras. Kierowcy nie mogą dostać podwyżek, niszczeje baza, nie ma na inwestycje ani wkład własny do zakupu nowych autobusów. To musi się skończyć — potrzebne jest dodatkowe źródło dochodów.
Jeśli takim źródłem będzie ograniczona strefa płatnego parkowania — nie w całym mieście, jak kiedyś chciałem, ale w centrum, przy dworcu i może jeszcze w jednym miejscu — to będą dodatkowe przychody i wtedy będziemy mogli dyskutować o zwolnieniu uczniów. Zobaczymy. Komunikacja wchodzi od 1 lipca. W międzyczasie wiele rzeczy może się wydarzyć.
RB: Panie burmistrzu, w minioną niedzielę grała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Zagrał pan również — i to z mocnym akcentem. „Boomer” według mnie osiągnął rekordową cenę. Kilka osób licytowało, z czego bardzo się cieszę.
JHD: Nie tylko dlatego, że to był jedyny egzemplarz wydruku próbnego mojej książki, ale dlatego, że poważna kwota poszła na konto WOŚP, której bardzo sprzyjam. Trzymam kciuki, żeby pan Owsiak i wszyscy wolontariusze zebrali jak najwięcej pieniędzy. Książka osiągnęła 5200 zł — te pieniądze są już na koncie Orkiestry. Bardzo się cieszę i osobie, która wylicytowała, gratuluję.
Pojawiły się też głosy, że licytacja została za szybko zamknięta. Zakończyła się 25., czyli w niedzielę, o 19:00. Wtedy cena 5200 zł była ceną ostateczną. Dałem ten egzemplarz do SAPIK-u do wylicytowania. Słusznie postanowili, żeby poszło to do internetu, natomiast dalej nie ingerowałem w to, kiedy ma się zakończyć. Gdybym o tym decydował, to pewnie podtrzymałbym jeszcze dwa tygodnie — do 16 lutego — może ktoś dałby więcej. Ale nie należy być pazernym: i tak osiągnęła kosmiczną dla mnie wartość. W sprzedaży książka będzie kosztowała 60 zł. Teraz można ją kupić nawet po 30 zł, bo są przedsprzedażowe promocje.
W kilku księgarniach internetowych można ją zamówić — dostawa po 5 lutego, kiedy będzie oficjalna premiera. Z wydawnictwa Poligraf wiem, że książka jest w druku i ukaże się w księgarniach w przyszłym tygodniu. Niektóre księgarnie piszą o dostawie około 3 lutego, inne — 5 lutego. Ręką na sercu nie wiem, kiedy dokładnie. Jedyny egzemplarz, który miałem, oddałem.
RB: Czyli w tej chwili nie ma pan nic poza rękopisem?
JHD: Nie mam nic poza tym, co mam w komputerze. Natomiast jeśli kogoś to interesuje — książka jest interesująca, zachęcam do przeczytania. Jest o chirurgu — a chirurgia zawsze była interesująca — i o pilocie, o tej drugiej stronie zawodu pilota dżeta, czyli odrzutowca. Moim zdaniem to ciekawa książka o wielu fajnych rzeczach.
Będzie też w wersji e-booka — równolegle — więc ci, którzy czytają na czytnikach, nie muszą kupować papieru. Myślę, że w połowie przyszłego tygodnia będzie dostępna.
RB: Panie burmistrzu, pojawiły się opinie, że miasto jest bardzo rozrzutne: z jednej strony zabiega o budowę schronów, a z drugiej nie wykorzystuje pieniędzy przyznanych na obronę cywilną. Jak to jest? Może pan to wreszcie wyjaśni?
JHD: Przydzielono nam dosyć dużą kwotę pieniędzy. Chcieliśmy za to kupić różne rzeczy potrzebne w razie wojny — do tego to się sprowadza. Potem okazało się, że części tych rzeczy nie możemy kupić. Były wyjaśnienia z Urzędu Wojewody, więc zmieniliśmy specyfikację zakupów. No i była m.in. jakaś pompa przewałowa — przyznam, że na początku nawet nie wiedziałem, co to jest, teraz mniej więcej wiem: żeby przerzucać duże ilości wody, osuszać. Do tego uzdatniacze wody, ładowarki, agregaty prądotwórcze — różne rzeczy. Zrobiliśmy przetarg. W paru elementach nikt nie przystąpił, a w innych oferenci przystąpili, wygrali, a potem zrezygnowali, bo powiedzieli, że nie mają tego na stanie, że to potrwa parę miesięcy itd. To nie jest błąd Urzędu Miasta — to jest błąd rządzących. Dali bardzo krótki termin, a przecież było wiadomo, że większość samorządów będzie kupowała mniej więcej to samo. Jak kupuje pan pompę przewałową jako jedyny w Polsce — kupi pan. Ale jak chce to kupić dwa tysiące samorządów, a na rynku jest sto pomp, to 1900 odejdzie z kwitkiem. I tak było u nas — bez naszej winy.
Gdyby rząd podszedł do tego uczciwie, powinny to być pieniądze „niewygasające”: jeśli nie zdążyliście w tym roku, przechodzi na następny. A tu było: nie wydaliście do grudnia, nie rozstrzygnęliście przetargów — koniec, nie ma. Teraz wojewoda Brożyński mówił chyba w TVP3, że znowu trafią pieniądze do samorządów.
RB: No i są — znowu krótki termin, bodaj do końca lutego.
JHD: Dzisiaj kończy się termin składania aplikacji — to są pieniądze na doraźne miejsca schronienia. Zinwentaryzowaliśmy te miejsca i środki mają służyć na remont. Pan wie doskonale: przez lata nikt nic nie robił ze schronami. Okazuje się, że kilka jest — na Szafera, na Armii Krajowej, gdzieś indziej, przy szkołach na Jasnej — ale część jest zasypana. Wszystkie wymagają dużych nakładów. Chcemy też zrobić duże miejsce schronienia przy planowanej budowie wielopoziomowego parkingu na ulicy Jana Pawła — i o to aplikujemy. Są dodatkowe wymogi: opinie nadzoru budowlanego — to nie problem — ale też strażaków, a strażacy mówią, że na tym etapie żadnej opinii nie wydadzą. Kwadratura koła jak zwykle.
Jestem zażenowany, jak to wszystko jest robione na kolanie. Rozumiem pośpiech i obawy o wojnę, ale to jest robione niechlujnie, aż się prosi o kłopoty: albo pieniądze się marnuje, albo wydaje na byle co, byle wydać.
Mam nadzieję, że dostaniemy pieniądze na schrony. Dzisiaj wysyłamy aplikację — zobaczymy. Natomiast oskarżanie nas, że zmarnowaliśmy pieniądze, to kompletne nieporozumienie. Zrobiliśmy wszystko, co powinniśmy. Ci, którzy przekazywali środki, powinni mieć wyobraźnię, że nie da się tego zrobić w dwa miesiące i że zabraknie towaru, skoro wszyscy chcą tego samego.
RB: Widocznie komuś zabrakło trochę oleju w głowie, żeby dać rozsądne terminy albo żeby to przechodziło na kolejne lata.
JHD: Jest nerwowość. Złej woli nie ma.
RB: Panie burmistrzu, w poniedziałek przeżywaliśmy niesamowity armagedon, jeśli chodzi o drogi, ulice, chodniki. Ciężko było się poruszać, ciężko było wyjść z domu. Ale ten armagedon w Szczecinku jeszcze trwa.
JHD: Trwa, bo trwa w całej północnej Polsce. Na szczęście nie co roku. Choć ja tęsknię za tym, żeby co roku była zima. Tyle że tej zimy właściwie nie ma. A jak przyjdzie — tak jak na przełomie 2025/2026, czyli teraz — to wszyscy się dziwimy, bo odwykliśmy od śniegu i śliskości.
Pamiętam podobną zimę sprzed wielu lat, gdy byłem burmistrzem: też była „szklanka”, ludzie łamali ręce i nogi. Ale zwykle trwało to kilka godzin, jeden dzień i się kończyło. Teraz aura jest niesprzyjająca: tworzy się lód, potem spada śnieg. Mimo dodatniej temperatury ten lód nie stopniał i cały czas jest ślisko.
W internecie, jak zawsze, nie zostawiają na nas suchej nitki. Tymczasem PGK, które odpowiada za znaczną część dróg i chodników w mieście — choć nie za wszystkie, bo są różni gestorzy — wykonał w ostatnich dniach gigantyczną pracę, żeby pomóc mieszkańcom. Ale to problem, z którym nikt nigdzie na świecie sobie nie radzi w pełni. Otwiera pan wiadomości i słyszy o katastrofalnych opadach śniegu w Stanach Zjednoczonych, o odwołanych lotach itd. Nie można winić ludzi, że nie są w stanie odśnieżyć lotniska, bo czasem są ekstremalne warunki. Takie warunki mamy też niestety w Szczecinku.
Możemy się pocieszyć, że są miasta na Pomorzu, które mają jeszcze gorzej. Trzeba ograniczyć chodzenie, ograniczyć jazdę samochodem, uważać, chodzić wolno, jeździć wolno i pamiętać, że jest zima.
Jechałem do pana — mało bym potrącił kobietę. Rozmawia przez telefon i wchodzi na jezdnię, bo „ma pierwszeństwo”, nie zdając sobie sprawy, jak się wydłuża droga hamowania, nawet gdy jezdnia jest posypana. Słyszę, jak mi ABS pracuje. Zatrzymałem się, ale apeluję o rozsądek i pamiętanie, że warunki są ekstremalne.
RB: Panie burmistrzu, limit czasu na dziś wyczerpaliśmy. Za dwa tygodnie?
JHD: Widzimy się za dwa tygodnie. Dziś dziękuję bardzo i do zobaczenia.

