Słynna smażalnia. Działała prawie cztery dekady
Dzisiejszy Historyczny Czwartek poświęcimy słynnej smażalni ryb na rogu ulicy Ordona i Parkowej.
To trudne do uwierzenia, ale charakterystycznego pawilonu z ogródkiem obrośniętym winną latoroślą w tym miejscu nie ma już 20 lat… Budkę, co tu ukrywać, mało urodziwą rozebrano bowiem w roku 2006. Przez kilkadziesiąt lat wpisała się nie tyle w krajobraz miasta, co w kulinarne gusta mieszkańców Szczecinka.
Ciekawostka – w czasach, gdy Szczecinek nazywał się Neustettin teren ten też nie był zabudowany, choć wzdłuż całej ówczesnej nadjeziornej Stellter Strasse dom stał koło domu. Do czasów tuż po I wojnie światowej znajdował się ogród szczecineckiej loży masońskiej Hedwig zum Licht, której siedziba znajdowała się znajdującej się na tyłach restauracji niejakiego Bourdosa wzniesionej w roku 1879.
Na archiwalnym zdjęciu Wacława Relskiego (z kolekcji Mirosława Korkusa) z lat 70. za smażalnią widzimy rozbudowujący się gmach dawnej restauracji – tu zamienionej w spółdzielnię odzieżową Pomorzanka. Ze zdjęcia dowiadujemy się też, że w Polsce Ludowej serwowała smażone węgorze, śledzie, dorsze, flądrę, halibuta, sandacza, lina i szczupaka. Czy nieznany dzisiaj niemal zupełnie pałasz (espada), czyli przypominająca nieco węgorza ryba z głębin Atlantyku. Absolutny rarytas poławiany m.in. koło Madery. Jak trafiał do Szczecinka? Pojęcia nie mam. Takiego menu nie powstydziłaby się dziś najprzedniejsza restauracja. I szczecinecka smażalnia słynęła z jakości i świeżych ryb.
Smażalnię w roku 1968 roku postawił pan Romuald Pawlak, rok później była już otwarta – wspomina. Od późnego Gomułki, przez Gierka, Jaruzelskiego i III RP zawsze miała wierną klientelę, choć menu nieco ewoluowało.
Jak wspomnieliśmy, swoich dni smażalnia dożyła dopiero w połowie pierwszej dekady XXI wieku. Teren pod lokalem należał do miasta, a za PRL ziemi prywatnej inicjatywie nie sprzedawało. Kiedy nastał kapitalizm dzierżawę przedłużano co roku o rok kolejny. Koniec końców, spadkobiercy, którzy prowadzili interes nie skorzystali z prawa pierwokupu i prawie tysiącmetrowa działa została wystawiony na przetarg. Dziś stoi tu dwupiętrowa kamienica, nowoczesna, ale wpisująca się architekturę nadjeziornej ulicy Ordona (wówczas Wielkiego Proletariatu)..
Ale wróćmy do smażalni… przez tę tymczasowość interesu utrudniający inwestowanie w lokal do końca zachował on klimat i nastrój tamtych czasów. Z eternitowymi ścianami, mozaiką na podłodze, czy winnym tarasem. A nawet z napisem „smażalnia”, który odmalowywany co roku, wyglądał tak samo jak w latach 70., bo też lokal nie miał jakiejś swojej nazwy, bo prostu była smażalnia.
W zgliszczach po rozbiórce znaleziono oprawiony w ramkę dyplom z roku 1984 dla smażalni ryb za zajęcie 3. miejsca we współzawodnictwie między placówkami gastronomii otwartej i zamkniętej organizowanym przez Wojewódzką Komisję Branżową Przemysłu Gastronomicznego.
Smażalnia za piękna może nie była, choć obrośnięty przez lata winem maskującym wygląd budki, miała swój urok. Dla kilku pokoleń to był symbol Szczecinku, bądź co bądź położonego wśród jezior.

