Pobierz aplikację

apple app store google play store
2026-08-27

"Kolorowa", czyli szczecinecka kawiarnia na okrągło

Dziś w Historycznym Czwartku zajrzymy do słynnej „Kolorowej”. Bo lokale gastronomiczne to przecież też część historii naszego miasta, tej najbliższej.

Kawiarnia „Kolorowa” przy placu Sowińskiego była wyjątkowa. Głównie za sprawą nietypowego kształtu rotundy, w której mieściła się sala konsumpcyjna. Zaplecze zaś w przybudówce „przyklejonej” do bloku mieszkalnego. Całość wzniesiono w latach 60. XX wieku. 

I od razu zdobyła serca (i podniebienia) mieszkańców Szczecinka. Głównie za sprawą słodkości – deserów, egzotycznych – jak na czasy Polski Ludowej – soków Dodoni, jak zapamiętał jeden z forumowiczów historycznego forum szczecinek.org. Pod koniec epoki I sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Edwarda Gierka (nie Warchockiego), młodszym przypominamy, że przypadała ona na dekadę 1970/80, gdy na kredyt mocno się westernizowaliśmy, serwowano także nowość, jaką była Pepsi. Oczywiście był i alkohol, choć raczej nie czysta wódka, tylko koniaki i piwo. 

Z wielu zachowanych zdjęć lokalu znaleźliśmy tylko jedno barwne, autorstwa Henryka Zdona. I - co za paradoks - "Kolorowa" na fotografiach z epoki PRL zachowała się czarno-biała... 

„Kolorowa” do końca istnienia trzymała poziom. Tu można było przyjść na randkę, potańczyć, zjeść coś pysznego. Nie pamiętam czy akurat znaną z komedii „Miś" wuzetkę i czy bili się o „Złotą patelnię”, ale lokal miał swoją wierną klientelę. Kawiarnię prowadziła oczywiście wtedy firma państwowa. Jakoś w latach przemian gospodarczych i ustrojowych na początku lat 90. „Kolorowa” na kilka lat przemieniła się w „Miraż”, już w rękach prywatnych. Pod tym szyldem lokal dział jeszcze kilka lat, by w połowie lat 90. stać się siedzibą banku – najpierw GIG Banku Gdańskiego, a później – do dziś - Bałtyckiego Banku Spółdzielczego.

Kilka lat temu płetwonurkowie ze szczecineckiego klubu Murena znaleźli na dnie rzeczki Niezdobnej numerek z szatni kawiarni „Kolorowa”. To tylko aluminiowa blaszka z nazwą lokalu i numerkiem 70 z szatni. Kto wie, jak znalazła się w nurtach rzeczki? Czy razem z właścicielem? A może wypadła klientowi z kieszeni? Czy zdołał odebrać z szatni płaszcz? Tego nie dowiemy się już pewnie nigdy…