Pobierz aplikację
apple app store google play store
2026-02-26

Gimnazjalne pomniki. Jeden skończył w rynsztoku

Dziś nieco smutny Historyczny Czwartek. Los przedwojennych pomników w Szczecinku bywał brutalny, jednak historia obelisku poświęconego Fryderykowi Röderowi – jednemu z najwyżej cenionych dyrektorów tutejszego gimnazjum – ma w sobie coś szczególnie przygnębiającego. Jego pozostałości odnaleziono bowiem w miejscu, w którym nikt nie szukałby pamiątki po szkolnym autorytecie: w kanałowej studzience pełnej brudu.

Wiosną 2008 r., gdy ruszyły prace związane z budową nowej hali sportowej przy Liceum Ogólnokształcącym im. księżnej Elżbiety, na szkolnym dziedzińcu natrafiono na nieoczekiwane znalezisko: duży, zagadkowy zbiornik, częściowo zalany wodą. Odkrycie sparaliżowało inwestycję, bo obiekt kolidował z planami budowlanymi. Zanim jednak zdecydowano o rozbiórce, trzeba było ustalić, do czego służył i czy jego usunięcie nie spowoduje kłopotów – choćby zalewania okolicy podczas ulew.

Do sprawy wezwano pracowników wodociągów. Sprawdzali przebieg instalacji, wykorzystując m.in. próbę dymową, aby ustalić, gdzie wychodzą rury podłączone do zbiornika. Wnioski okazały się dość logiczne: najpewniej była to część systemu odprowadzania deszczówki z terenu wokół szkolnego gmachu wzniesionego na początku drugiej dekady XX wieku. Trop doprowadził do studzienki w pobliżu ogrodzenia liceum, od strony jeziora. Wśród odpadków – przypadkowych śmieci, starego buta i zalegającego mułu – leżał spory fragment marmurowego elementu.

Pasjonaci lokalnej historii szybko skojarzyli, że to nie jest zwykły kamień. Był to zniszczony kawałek pomnika Fryderyka Rödera, dyrektora gimnazjum księżnej Jadwigi w latach 1844–1861. Pierwotnie obelisk stał na dziedzińcu szkoły, a z czasem przeniesiono go bliżej jeziora. W okresie kierowania placówką przez Rödera rozbudowano dawną siedzibę szkoły, co w ówczesnym środowisku uznawano za ważną zasługę.

Sam monument miał formę białej kolumny, dekorowanej wieńcem laurowym – detalem, który nie był przypadkowy. Podkreślał on, że Röder pełnił funkcję posła do zgromadzenia narodowego w 1848 r. Janusz Białowiejski ze Szczecinka dotarł nawet do fotografii (zdjęcie u góry) z lat 60. XX wieku, wykonanej w czasie jego nauki w „ogólniaku”. Na zdjęciu widać, że przy południowo-wschodnim narożniku budynku szkolnego kolumna-pomnik wciąż jeszcze wtedy stała.

Później jednak zmienił się klimat polityczny i symboliczny. Władze uznały, że upamiętnienie niemieckiego dyrektora nie współgra z narzuconą narracją o „słowiańskim” Szczecinku. Zapadła decyzja o likwidacji obiektu – i zrealizowano ją bez finezji: kolumnę rozbito na kawałki. Co gorsza, nie zadbano nawet o porządne uprzątnięcie gruzu. Skoro spory fragment trafił do pobliskiej studzienki, musiał tam przeleżeć całe dziesięciolecia, zanim przypadek i inwestycja z 2008 r. wydobyły go z zapomnienia.

Niewiele brakowało, by podobny finał spotkał również żeliwny pomnik Jana Samuela Kaulfussa, dyrektora szczecineckiego gimnazjum w latach 1824–1832. To charakterystyczny monument: prostopadłościan zwieńczony antyczną czarą. Początkowo stał na grobie Kaulfussa na dawnym cmentarzu przy nieistniejącym już kościele św. Mikołaja. Po likwidacji nekropolii przeniesiono go do ogrodu domu dyrektora, a następnie ustawiono w pobliżu szkoły, nad jeziorem – w miejscu rozpoznawalnym dla niemal każdego mieszkańca miasta.

W 1964 r. i ten pomnik znalazł się na celowniku. Tym razem jednak zadziałała interwencja: konserwator zabytków, wspierany przez środowisko naukowe, sprzeciwił się rozbiórce. Przypomniano, że Kaulfuss – choć związany z niemiecką kulturą – miał wyjątkowe zasługi, które w realiach PRL dało się wpisać w pożądany przekaz. Jego rodzina wywodziła się z Niemiec, ale osiadła w Wielkopolsce, a pod koniec I Rzeczypospolitej została nobilitowana. Kaulfuss studiował filologię klasyczną w Halle i tam obronił doktorat. Jednocześnie fascynowała go polszczyzna: podkreślał jej bogactwo i formę, a o poznaniu narodu mówił wprost – wymaga wysiłku, a kluczem jest język.

Zanim trafił do Szczecinka, pracował w Poznaniu w królewskim gimnazjum Marii Magdaleny, a w 1813 r. założył pierwszą prywatną szkołę dla dziewcząt. Program był imponujący: obok polskiego i niemieckiego uczono też francuskiego oraz włoskiego, a do tego rachunków, kaligrafii, historii, geografii, przyrody, religii, zasad moralnych, robótek ręcznych, szycia, krawiectwa, rysunku i malarstwa.

Za aktywność sprzyjającą polskości władze pruskie „zesłały” go do Szczecinka. Paradoksalnie właśnie tutaj, jako rektor, doprowadził gimnazjum do rozkwitu i przywrócił mu rangę szkoły przyciągającej zdolną młodzież z całego Pomorza Zachodniego. W tej opowieści PRL-owska ideologia potrafiła znaleźć argumenty, by pomnik ocalić. Co więcej – na początku lat 80. obiekt doczekał się nawet renowacji.

I choć przetrwał zawieruchy i polityczne zwroty, także w ostatnich latach nie był całkiem bezpieczny: złodzieje lub wandale uszkodzili czarę. Na szczęście zniszczenia nie okazały się poważne. Pomnik stoi w swoim miejscu do dziś – w odróżnieniu od obelisku Rödera, którego historia kończy się (przynajmniej na razie) wśród kanałowych nieczystości.